Moje przegapione poronienie uczyniło mnie lepszą mamą

Gdy trzymałam w dłoni pozytywny wynik testu, czułam, jak moje ciało wpada w szok. Byłam po trzydziestce, w szczęśliwym związku (choć wciąż mocno w okresie miesiąca miodowego), właśnie wprowadziliśmy się razem do naszego uroczego domku do wynajęcia, moja kariera była u szczytu i cieszyłam się wszystkimi zaletami życia DINK (podwójny dochód bez dzieci). Nie było to częścią planu. Nie byłem przeciwny posiadaniu dzieci, wręcz przeciwnie. Ale wydaje mi się, że po spędzeniu większości moich lat 20-tych w nieodpowiednich związkach, nie było to coś, co uważałem za moją teraźniejszość. Z pewnością był to rozdział na kilka lat? Chociaż ten test z migającym „2-3 tygodnie” twierdził inaczej.

Spędziłam większość pierwszych kilku tygodni po pozytywnym teście w lekkim zamgleniu, niepewna, jak radzić sobie z okazjami towarzyskimi, czując się niekomfortowo, gdy wypiłam kieliszek (lub trzy) wina, zmagając się z szeregiem objawów ciążowych i radząc sobie z myślą, że miałam zachować to w tajemnicy przez następne trzy miesiące. Było też poczucie przytłaczającej winy, że tak łatwo zaszłam w ciążę. Miałam wielu przyjaciół zmagających się z poczęciem dziecka lub dowiadujących się, że ich droga do płodności będzie skomplikowana z powodów medycznych, a ja byłam w ciąży, nieplanowanej.

Pojawiło się również przytłaczające poczucie winy, że tak łatwo zaszłam w ciążę. Miałam wielu przyjaciół, którzy zmagali się z poczęciem dziecka, a ja byłam w nieplanowanej ciąży.

Czułam, jak fizycznie i psychicznie wycofuję się z grona przyjaciół i znajomych. Nie wiedziałam, gdzie jest moje miejsce – nie pasowałam do moich zamężnych przyjaciółek, które albo uganiały się za maluchami, albo były w ciąży po tym, jak zrobiły to „we właściwy sposób”, ani do moich innych przyjaciółek, które wciąż żyły weekendami. Nic nie wydawało się pasować, podczas gdy ja zmagałam się z perspektywą zostania mamą.

Odkąd pamiętam, zawsze byłam magnesem na dzieci. Spędziłam większość moich późnych nastolatków i dwudziestolatków ucząc cheerleaderek dzieci w wieku od pięciu lat wzwyż. Ale posiadanie własnych dzieci, zwłaszcza w stosunkowo nowym związku, poza związkiem małżeńskim i mieszkając w wynajmowanym domu, oznaczało, że obraz, który stworzyłam w swoim umyśle, jak i kiedy to się stanie, nagle wyglądał zupełnie inaczej. Czułam wewnętrzny niepokój związany z żałobą po drodze, którą myślałam, że obierze moje życie, jako maniaczka kontroli, która skłania się ku perfekcjonizmowi, i coś, co mogłabym opisać jedynie jako przytłaczającą ulgę, że decyzja o tym, kiedy przestać i mieć dzieci, została mi odebrana.

Gdy trzymałam w dłoni pozytywny wynik testu, czułam, jak moje ciało wpada w szok. Byłam po trzydziestce, w szczęśliwym związku (choć wciąż mocno w okresie miesiąca miodowego), właśnie wprowadziliśmy się razem do naszego uroczego domku do wynajęcia, moja kariera była u szczytu i cieszyłam się wszystkimi zaletami życia DINK (podwójny dochód bez dzieci). Nie było to częścią planu. Nie byłem przeciwny posiadaniu dzieci, wręcz przeciwnie. Ale wydaje mi się, że po spędzeniu większości moich lat 20-tych w nieodpowiednich związkach, nie było to coś, co uważałem za moją teraźniejszość. Z pewnością był to rozdział na kilka lat? Chociaż ten test z migającym „2-3 tygodnie” twierdził inaczej.

Spędziłam większość pierwszych kilku tygodni po pozytywnym teście w lekkim zamgleniu, niepewna, jak radzić sobie z okazjami towarzyskimi, czując się niekomfortowo, gdy wypiłam kieliszek (lub trzy) wina, zmagając się z szeregiem objawów ciążowych i radząc sobie z myślą, że miałam zachować to w tajemnicy przez następne trzy miesiące. Było też poczucie przytłaczającej winy, że tak łatwo zaszłam w ciążę. Miałam wielu przyjaciół zmagających się z poczęciem dziecka lub dowiadujących się, że ich droga do płodności będzie skomplikowana z powodów medycznych, a ja byłam w ciąży, nieplanowanej.

Czytaj również  "Wściekłość na mamę" i dlaczego według eksperta to coś więcej niż tylko złe samopoczucie

Pojawiło się również przytłaczające poczucie winy, że tak łatwo zaszłam w ciążę. Miałam wielu przyjaciół, którzy zmagali się z poczęciem dziecka, a ja byłam w nieplanowanej ciąży.

Czułam, jak fizycznie i psychicznie wycofuję się z grona przyjaciół i znajomych. Nie wiedziałam, gdzie jest moje miejsce – nie pasowałam do moich zamężnych przyjaciółek, które albo uganiały się za maluchami, albo były w ciąży po tym, jak zrobiły to „we właściwy sposób”, ani do moich innych przyjaciółek, które wciąż żyły weekendami. Nic nie wydawało się pasować, podczas gdy ja zmagałam się z perspektywą zostania mamą.

Odkąd pamiętam, zawsze byłam magnesem na dzieci. Spędziłam większość moich późnych nastolatków i dwudziestolatków ucząc cheerleaderek dzieci w wieku od pięciu lat wzwyż. Ale posiadanie własnych dzieci, zwłaszcza w stosunkowo nowym związku, poza związkiem małżeńskim i mieszkając w wynajmowanym domu, oznaczało, że obraz, który stworzyłam w swoim umyśle, jak i kiedy to się stanie, nagle wyglądał zupełnie inaczej. Czułam wewnętrzny niepokój związany z żałobą po drodze, którą myślałam, że obierze moje życie, jako maniaczka kontroli, która skłania się ku perfekcjonizmowi, i coś, co mogłabym opisać jedynie jako przytłaczającą ulgę, że decyzja o tym, kiedy przestać i mieć dzieci, została mi odebrana.

Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jaki wpływ na moją płodność miały doświadczenia innych ludzi i ciągłe przypominanie mi przez społeczeństwo, że po przekroczeniu trzydziestki w macicy znajduje się tykająca bomba zegarowa.

W miarę upływu tygodni, numerowanych w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyłam, nie mogłam też powstrzymać uczucia podekscytowania. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak duży wpływ na moją płodność mają podróże innych ludzi i ciągłe przypominanie mi przez społeczeństwo, że po przekroczeniu trzydziestki w macicy znajduje się tykająca bomba zegarowa. Czułam się tak wdzięczna, że tak nie było w moim przypadku, że wszystkie inne szczegóły zaczęły tracić na znaczeniu. To było jak wygrana na loterii bez kupowania losu. Jednak dla nielicznych osób, które znały sytuację, w tym mojego partnera i bliskiej rodziny, nonszalancko pomijałam znaczenie ciąży, siedząc na płocie, jak się czułam, gdy o tym wspominano i zawsze opowiadając się po stronie ostrożności.

Czytaj również  Ponad 80 unikalnych imion dla dzieci celebrytów, które Cię inspirują

Mój partner był natychmiast podekscytowany, pochodził z dużej rodziny i zawsze chciał mieć dzieci. Nalegał na wczesne skanowanie, aby upewnić się, że wszystko jest w porządku, na co poszłam, nadal twierdząc, że nie mam nic przeciwko, ponieważ i tak nie było to planowane. Jednak w głębi duszy pod powierzchnią bulgotał niepokój, że coś może odebrać mi to uczucie.

Gdy sonda USG głaskała moje podbrzusze, poczułam dziwny ból w jelitach. Gdy spojrzałam na ekran i twarz sonografistki, po jej wyrazie twarzy mogłam poznać, że nie były to dobre wieści. „Jak myślisz, ile masz tygodni?” – zapytała uprzejmie. „Osiem…” Udało mi się pisnąć w odpowiedzi, a mój głos brzmiał obco, gdy odbijał się echem po całym pomieszczeniu kliniki. Następnie wyjaśniła, że woreczek wydaje się pusty i że mam iść do domu i skontaktować się z oddziałem wczesnej ciąży (EPU). Wspomniała o nieudanym poronieniu i braku widocznego bicia serca, ale nic nie wydawało się mieć sensu, zanim wyprowadziła nas z pokoju, sugerując, że moje daty mogą być nieco przesunięte i powinnam poczekać kilka tygodni.

Próbowałam przekonać samą siebie, że to błogosławieństwo, że teraz mogę wrócić do „planu”, a i tak nie tak miało być.

Gdy trzymałam w dłoni pozytywny wynik testu, czułam, jak moje ciało wpada w szok. Byłam po trzydziestce, w szczęśliwym związku (choć wciąż mocno w okresie miesiąca miodowego), właśnie wprowadziliśmy się razem do naszego uroczego domku do wynajęcia, moja kariera była u szczytu i cieszyłam się wszystkimi zaletami życia DINK (podwójny dochód bez dzieci). Nie było to częścią planu. Nie byłem przeciwny posiadaniu dzieci, wręcz przeciwnie. Ale wydaje mi się, że po spędzeniu większości moich lat 20-tych w nieodpowiednich związkach, nie było to coś, co uważałem za moją teraźniejszość. Z pewnością był to rozdział na kilka lat? Chociaż ten test z migającym „2-3 tygodnie” twierdził inaczej.

Spędziłam większość pierwszych kilku tygodni po pozytywnym teście w lekkim zamgleniu, niepewna, jak radzić sobie z okazjami towarzyskimi, czując się niekomfortowo, gdy wypiłam kieliszek (lub trzy) wina, zmagając się z szeregiem objawów ciążowych i radząc sobie z myślą, że miałam zachować to w tajemnicy przez następne trzy miesiące. Było też poczucie przytłaczającej winy, że tak łatwo zaszłam w ciążę. Miałam wielu przyjaciół zmagających się z poczęciem dziecka lub dowiadujących się, że ich droga do płodności będzie skomplikowana z powodów medycznych, a ja byłam w ciąży, nieplanowanej.

  • Pojawiło się również przytłaczające poczucie winy, że tak łatwo zaszłam w ciążę. Miałam wielu przyjaciół, którzy zmagali się z poczęciem dziecka, a ja byłam w nieplanowanej ciąży.
  • Czułam, jak fizycznie i psychicznie wycofuję się z grona przyjaciół i znajomych. Nie wiedziałam, gdzie jest moje miejsce – nie pasowałam do moich zamężnych przyjaciółek, które albo uganiały się za maluchami, albo były w ciąży po tym, jak zrobiły to „we właściwy sposób”, ani do moich innych przyjaciółek, które wciąż żyły weekendami. Nic nie wydawało się pasować, podczas gdy ja zmagałam się z perspektywą zostania mamą.
Czytaj również  Rihanna o przyniesieniu pierwszego dziecka do domu i wczesnego macierzyństwa: „To wszystko”

Odkąd pamiętam, zawsze byłam magnesem na dzieci. Spędziłam większość moich późnych nastolatków i dwudziestolatków ucząc cheerleaderek dzieci w wieku od pięciu lat wzwyż. Ale posiadanie własnych dzieci, zwłaszcza w stosunkowo nowym związku, poza związkiem małżeńskim i mieszkając w wynajmowanym domu, oznaczało, że obraz, który stworzyłam w swoim umyśle, jak i kiedy to się stanie, nagle wyglądał zupełnie inaczej. Czułam wewnętrzny niepokój związany z żałobą po drodze, którą myślałam, że obierze moje życie, jako maniaczka kontroli, która skłania się ku perfekcjonizmowi, i coś, co mogłabym opisać jedynie jako przytłaczającą ulgę, że decyzja o tym, kiedy przestać i mieć dzieci, została mi odebrana.

Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jaki wpływ na moją płodność miały doświadczenia innych ludzi i ciągłe przypominanie mi przez społeczeństwo, że po przekroczeniu trzydziestki w macicy znajduje się tykająca bomba zegarowa.

W miarę upływu tygodni, numerowanych w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyłam, nie mogłam też powstrzymać uczucia podekscytowania. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak duży wpływ na moją płodność mają podróże innych ludzi i ciągłe przypominanie mi przez społeczeństwo, że po przekroczeniu trzydziestki w macicy znajduje się tykająca bomba zegarowa. Czułam się tak wdzięczna, że tak nie było w moim przypadku, że wszystkie inne szczegóły zaczęły tracić na znaczeniu. To było jak wygrana na loterii bez kupowania losu. Jednak dla nielicznych osób, które znały sytuację, w tym mojego partnera i bliskiej rodziny, nonszalancko pomijałam znaczenie ciąży, siedząc na płocie, jak się czułam, gdy o tym wspominano i zawsze opowiadając się po stronie ostrożności.

Mój partner był natychmiast podekscytowany, pochodził z dużej rodziny i zawsze chciał mieć dzieci. Nalegał na wczesne skanowanie, aby upewnić się, że wszystko jest w porządku, na co poszłam, nadal twierdząc, że nie mam nic przeciwko, ponieważ i tak nie było to planowane. Jednak w głębi duszy pod powierzchnią bulgotał niepokój, że coś może odebrać mi to uczucie.